
Co się wydarzyło 13 stycznia 1984 roku podczas spotkania rady nadzorczej firmy Commodore? Przez lata owiane było to gęstą tajemnicą.
Rynek powoli zdobywał C64, przedsiębiorstwo osiągnęło rekordowe obroty, a mimo to wydarzyło się wówczas coś, co zaważyło nad jego przyszłością. Otóż tego dnia dyrektor generalny Jack Tramiel ogłosił, że odchodzi z Commodore, które stworzył niemal równe 30 lat wcześniej.
Ponieważ nie istnieje żadna dokumentacja tego spotkania, przez lata debatowano, co się tam naprawdę wydarzyło. W „Cyfrowych marzeniach” przechyliłem się do wersji promowanej przez autora „Ultimate History of Video Games” Stevena Kenta, która w czasie gdy pisałem książkę uchodziła za najpoważniejsze źródło wiedzy o Atari i Commodore. Prawdę powiedziawszy, Kent nie podawał żadnych źródeł, a po latach wytknięto mu wiele błędów, więc wcale nie musiało być tak, jak podawał. A przedstawiał to, jakoby głównym powodem kłótni głównego udziałowca firmy, Irvinga Goulda, z Tramielem byli synowie tego ostatniego. Gary, Leonard i Sam nie byli tak uzdolnieni jak ojciec, a mimo to Jack promował ich na najwyższe funkcje w Commodore, co doprowadziło najpierw Goulda do wściekłości podczas targów CES, a potem podczas wspomnianej rady nadzorczej.
Kilka lat temu syn Tramiela Leonard podczas spotkania z lansującym się na depozytariusza wiedzy o Commodore Billem Herdem wypowiedział się w kwestii słynnego spotkania z Irvingiem Gouldem. Według niego poszło o pretensje inwestora i sugestie, jakoby ojciec nie jest w stanie prowadzić firmy obracającej miliardami dolarów. Miał powiedzieć „Do widzenia”, po czym Tramiel wstał i wyszedł z sali obrad. To dość przychylna dla Tramielów wersja, zrzucająca odium całej awantury na Goulda.
Tymczasem przedzieram się przez niebywałe źródło wiedzy, jakim są roczniki miesięcznika InfoWorld. Numer z 6 sierpnia 1984 atakuje okładką ze zdjęciem opierającego się o biurko Jacka Tramiela, opatrzonego tytułem „Tramiel Moves On: Can He Save Atari?”. Nie wyobrażam sobie, żeby tak poważne źródło wiedzy z epoki mogło się mylić, zacząłem więc uważnie czytać czterostronicowy artykuł. Przede wszystkim pada tam, że począwszy od stycznia do czerwca 1984 roku Tramiel „zniknął”, co rozumiem, że nie udzielił żadnego wywiadu. Latał za to na Daleki Wschód, szukając tam zapewne kontaktów w fabrykach produkujących hardware. Zjawił się ponownie 2 lipca, ogłaszając przejęcie Atari wraz z grupą niewymienianych z nazwisk inwestorów za kwotę 240 milionów dolarów.
Tramiel zapowiadał, że „zmieni Atari z firmy demokratycznej na zarządzaną w sposób dyktatorski”. Ale najważniejsze dla mnie wyjaśnienie pada na samym środku strony 50 InfoWorld. Zdanie „Przewodniczący rady nadzorczej Irving Gould odrzucił prośbę Tramiela, by umieścić jego synów na głównych stanowiskach [w Commodore]” tłumaczy właściwie wszystko. W artykule cytowani są pracownicy Commodore, więc trudno zakładać, że ta myśl jest fałszywa. Czyli Steven Kent miał rację – poszło o synów Tramiela. InfoWorldowi Wielki Jack dodawał jeszcze „To, czego ta firma [Atari] potrzebuje, to wyłącznie zarządzanie”. Oczywiście nie mylił się, a jednocześnie historia pokazała jak katastrofalny błąd popełnił, umieszczając na kluczowych stanowiskach swoich synów…
Źródło grafiki: 8bitlegends.com


























W Oświęcimiu Idek Trzmiel staje przed obliczem samego „Anioła Śmierci”. Jest badany przez doktora Josefa Mengele. Wkrótce on i jego ojciec, Abram, jako zdolni do pracy, zostają przeniesieni do obozu Ahlem, koło Hanoweru. Matka – Rifka – zostaje w Auschwitz.
Abram Trzmiel umiera niedługo potem. Przyczyną śmierci ma być tyfus, choć jak przypuszcza jego syn, mężczyźnie wstrzyknięta została benzyna. Sam Idek unika śmierci. W kwietniu 1945 roku obóz Ahlem zostaje wyzwolony przez amerykanów.
Przez kolejne dwa lata imał się rozmaitych dorywczych zajęć. Pracował m.in. w wojskowej kuchni. Wkrótce dowiedział się, że jego matka przeżyła obóz koncentracyjny. Spotkał się z nią w Łodzi (według innych źródeł do spotkania miało dojść w Niemczech). Mniej więcej również w tym okresie poznał Helenę Goldgrub – rówieśniczkę również ocalałą z Auschwitz. Wzięli ślub. Małżonkowie podjęli decyzję o emigracji do Stanów Zjednoczonych.
Pierwszy, w listopadzie 1947 roku, pojechał Idek. Legenda głosi, że gdy przybył do Nowego Jorku, w kieszeni miał 10 dolarów. Podejmował rozmaite prace i uczył się angielskiego – jak sam wspominał – oglądając amerykańskie filmy. Już wtedy w jego postawie kształtować się zaczął rys tak charakterystyczny dla Tramiela, rekina biznesu. Stał się bardzo pewny siebie i przekonany o tym, że jest w stanie dokonać, czego tylko zechce.