
Od lat nasłuchujemy sygnałów od obcych cywilizacji. Poza garstką podejrzanych impulsów nie odbieramy żadnych pozaziemskich komunikatów.
Czy to znaczy, że nie ma inteligentnego życia poza Ziemią? Prędzej mamy do czynienia z sytuacją, kiedy wszyscy w galaktyce słuchają, a nikt nie wpadł na pomysł, żeby samemu coś zacząć nadawać.
Fizyczna wysyłka wiadomości na pokładzie sondy kosmicznej, jak choćby złota płyta przytwierdzona do Voyagera 1, wydaje się najbardziej kulturalną metodą komunikacji, ale też ma największe ograniczenia. Gdyby sonda podążała w kierunku najbliżej gwiazdy, to mogłaby do niej dotrzeć za niecałe 80 tysięcy lat. Nawet jeśli kosmicznym fartem obcy znajdują się właśnie tam, a nie na dowolnej innej spośród 100 miliardów gwiazd w Drodze Mlecznej, to jak stwierdziliśmy wcześniej – oni też skupieni są na nasłuchu, więc sonda przemknie niezauważona.
Wokół Ziemi jest cały mętlik transmisji radiowych oraz telewizyjnych, które siłą rzeczy nakierowane są na powierzchnię, ale częściowo uciekają w kosmos. Sygnały te są jednak dalece za słabe, by można je było wykryć nawet z Proximy Centauri, najbliższej nam gwiazdy znajdującej się w odległości około czterech lat świetlnych. Jeśli chcemy rozgłosić w galaktyce naszą obecność, to nie słabym sygnałem nadajników radiowych czy telewizyjnych, tylko mocnym, dedykowanym nadajnikiem, zaprojektowanym do nadawania w kosmos na odległości międzygwiezdne.
Koszty budowy takiego urządzenia możemy poznać z rozważań teoretycznych przeprowadzonych przez Johna Billinghama i Jamesa Benforda. Postawienie nadajnika ciągłego o zasięgu 60 tysięcy lat świetlnych, czyli na całą naszą galaktykę z zapasem, szacunkowo kosztowałoby 40 miliardów dolarów. Tańsza wersja nadajnika o tym samym zasięgu, który wysyłałby wyłącznie sygnały impulsowe, to koszt rzędu 8 miliardów dolarów. Dla porównania budżet będącego w trakcie budowy radioteleskopu rozproszonego Square Kilometer Array (SKA), umożliwiającego nasłuch całej Drogi Mlecznej, szacunkowo zamknie się w kwocie 2 miliardów dolarów.
Oto i cała tajemnica, dlaczego każdy woli nasłuchiwać, a nikt nie nadaje – jest to po prostu o wiele tańsze. Trochę to smutne, że nie dochodzi do kontaktów inteligentnych form życia w naszej galaktyce, bo wszyscy albo jesteśmy zbyt biedni, albo mamy węża w kieszeni. A przecież do tej pory omówiliśmy tylko koszty budowy nadajnika, nic nie wspomnieliśmy o comiesięcznym rachunku za gigawaty prądu, które należałoby finansować przez stulecia, jeśli nie tysiąclecia. Każdy polityk wolałby rozdać te pieniądze ludziom, by zapewnić sobie popularność, niż tłumaczyć elektoratowi, dlaczego wywala je w kosmos.
Skoro nadajniki międzygwiezdne są zbyt drogie, to należałoby się zastanowić nad mniej energochłonną metodą zasygnalizowania, że tu jesteśmy. Jeden pomysł podsunął francuski astronom Luc Arnold. Skoro my wykrywamy planety za pomocą mierzenia zmian jasności gwiazdy podczas tranzytu planety przed nią, to inne zaawansowane cywilizacje też pewnie będą tak postępować. Jednocześnie w metodzie tranzytu można odróżnić – to jest właśnie sednem pracy Arnolda – czy tranzyt odbywa ciało o przekroju koła, w domyśle naturalne, czy o innym kształcie, w domyśle sztuczne. Francuski astronom analizował łatwość wykrywania tej sztuczności na przykładzie kształtu trójkąta oraz kształtów, które nazwał żaluzjowymi, a które bardziej kojarzą się z drabinką.
Arnold proponuje ni mniej, ni więcej, tylko gigantyczny kosmiczny billboard. Należałoby go wynieść na orbitę wokół Słońca, a następnie rozwinąć. Billboard należałoby wykonać z ultracienkiego, ale wytrzymałego materiału. Musiałby on mieć rozmiar planetarny, dajmy na to szerokość równą średnicy Jowisza, czyli 140 tysięcy kilometrów. Żaluzjowy kształt nie tylko ułatwiłby detekcję tranzytu sztucznego ciała, ale też redukowałby efekt żagla podatnego na wiatr słoneczny. Billboard należałoby tak czy owak wyposażyć w napęd, żeby zapewnić korekty orientacji tej olbrzymiej płachty względem Słońca i napinania, jeśli to byłoby potrzebne. Ze względu na wielkości orbit planet takich billboardów należałoby ustawić na orbicie wiele. Oczywiście jest to wszystko daleko poza zasięgiem obecnych możliwości technicznych.
Źródło grafiki: (C) Floyd

























